Prolog

Decyzja, by napisać biografię redaktora Stanisława Michalkiewicza, nie była przypadkowa. Znając jego niepospolite poglądy i mistrzowską umiejętność ich bezkompromisowego głoszenia, a także nietuzinkową działalność antykomunistyczną doszedłem do wniosku, że taka książka powinna powstać już dawno temu. To jest człowiek, który zasługuje, żeby pamięć o nim pozostała w zbiorowej świadomości Polaków. Znam go osobiście już od kilkunastu lat. Byliśmy nie raz prelegentami na konferencjach organizowanych przez środowiska prawicowe i publikowaliśmy artykuły w tych samych gazetach. Pewnego dnia postanowiłem więc zadzwonić, choć wahałem się i obawiałem negatywnej odpowiedzi.

– Dzień dobry, kontaktuję się z panem w nietypowej sprawie. Powstał pewien pomysł… Otóż zastanawiam się nad napisaniem pańskiej biografii – przeszedłem od razu do meritum sprawy. – Czy mogę liczyć na pana pomoc?

Wydaje mi się, że redaktor był nieco zaskoczony. W efekcie nie powiedział ani „tak”, ani „nie”.

– Proszę się zastanowić, przemyśleć – zachęcałem. – Czy mogę zadzwonić do pana za dwa miesiące, bo i tak teraz nie możemy się spotkać z uwagi na lockdown?

– Dobrze, zastanowię się – obiecał.

Kiedy zatelefonowałem na początku czerwca 2020 r., powiedział, że raczej nie jest zainteresowany moim pomysłem. Z niezbyt pewnego tonu głosu jednak wywnioskowałem, iż nie jest to definitywna decyzja poparta głębokim przekonaniem. Zaniepokoiłem się, że z mojego planu nic nie wyjdzie. Jako że nie miałem nic do stracenia, postanowiłem powalczyć.

– Dlaczego? – spytałem.

– Moje życie jest zbyt nudne, by nadawało się na biografię. W moim dotychczasowym życiu nie wydarzyło się nic ciekawego, co warte byłoby opowiedzenia – argumentował.

– Ależ to nieprawda! – odpowiedziałem. – Uważam, że wiele pan przeżył i często uczestniczył w ciekawych zdarzeniach wartych opowiedzenia. Może jednak zmieni pan zdanie? – nacisnąłem go delikatnie.

– No dobrze, spróbujmy – zgodził się ostatecznie. – Pomogę w napisaniu biografii.

Pierwszą naszą rozmowę odbyliśmy w kawiarni Cava w Warszawie. Na początku był pomiędzy nami pewien dystans, jednak szybko zniknął i wkrótce zostałem zaproszony do domu państwa Michalkiewiczów.

Duże mieszkanie na warszawskim Powiślu jest bardzo czyste i gustownie urządzone w stylu klasycznym. Gabinet z okazałą szafą pełną książek oraz biurkiem pana Stanisława łączy się z salonem białymi, dwuskrzydłowymi drzwiami. Na środku salonu stoi wielki stół, a na ścianach wiszą obrazki Zofii Stryjeńskiej przedstawiające alegorie wiosny i lata. Pan Stanisław wraz z żoną Anną podjęli mnie po staropolsku, bardzo gościnnie, czego absolutnie się nie spodziewałem. Atmosfera była niebywale serdeczna i rodzinna, mimo że Michalkiewiczowie w zasadzie mnie nie znali. Z kolei wieczorem pan Stanisław otworzył francuskie czerwone wino i do północy gawędziliśmy o – jak się okazało – naszej wspólnej pasji, czyli podróżach do egzotycznych krajów.
Innym razem pojechaliśmy z panem Stanisławem samochodem z Warszawy na Lubelszczyznę – do rodzinnych stron jego matki, gdzie spędził dzieciństwo i młodość.

– Dlaczego wcześniej twierdził pan, że pana życie nie było ciekawe? – spytałem po wysłuchaniu mnóstwa interesujących opowieści. – Przecież to nieprawda.

– Nie chciałem się angażować w pisanie biografii, bo obawiałem się, że zajmie mi to za dużo cennego czasu.

– I miał pan rację! Rzeczywiście tak się stało. Już zabrałem panu dużo czasu, a zabiorę jeszcze więcej – zapowiedziałem, licząc na dalszą pomoc przy pisaniu.

Pan Stanisław nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się pod nosem. Może jednak nie chodziło o to, że jego życie nie było ciekawe, ani o brak czasu. Może obawiał się, że poznam jego skrywane tajemnice, które niekoniecznie chciał wyjawiać światu? Wydaje mi się, że podczas prac nad tą książką przynajmniej do części z nich zdołałem dotrzeć.

Wielokrotnie rozmawialiśmy osobiście i telefonicznie oraz korespondowaliśmy mailowo. Redaktor naprowadzał mnie na wątki z jego życiorysu, wyjaśniał wątpliwości i przekazywał potrzebne kontakty.

W czasie jednego ze spotkań opowiedział mi o swoich wyjazdach do Francji, którą lubi i ma do niej sentyment. Jeszcze przed stanem wojennym pracował jako pikolak w restauracji i klubie nocnym Chez Raspoutine w Paryżu. Wtedy pan Walery, Rosjanin, który był dyrektorem w lokalu, namawiał go, żeby nie wracał do Polski. Pan Stanisław jednak nie mógł wówczas zamieszkać we Francji, bo w Warszawie została jego rodzina. Z kolei pod koniec lat 80., kiedy po kilku latach udało mu się w końcu uzyskać paszport od władz komunistycznych, oboje z Anną Piłat, z którą później się ożenił, pojechali do Francji z zamiarem osiedlenia się tam na stałe.

– Ale któregoś dnia – rzadko kiedy miałem taką pewność – w ciągu jednej chwili zrozumiałem, że ja tam nie zostanę. Nie dlatego, że mi tam było źle czy bałem się zostać, ale doszedłem do wniosku, że Francja mnie nic nie obchodzi. Wróciliśmy. I od razu na 48 godzin zatrzymała mnie milicja. Poczułem, że żyję! – wspomina redaktor Michalkiewicz.

Pan Stanisław jest tak wielkim patriotą przywiązanym do ojczyzny, że nie wyobrażał sobie życia poza nią. Dlatego ten mityczny Zachód wcale nie był dla niego atrakcyjny. Gdy cytuje czasem swój ulubiony wiersz Antoniego Słonimskiego o tęsknocie za ojczyzną, aż łamie się mu głos, a w oczach stają łzy. Od „wolnego” Zachodu wolał komunistyczną Polskę, bo tylko tu czuł, że jest u siebie.

Patriotyzm i antykomunizm przejął od rodziców. Zresztą jedno wynika z drugiego. W takim duchu wychowywał się od młodości. Kiedy był dzieckiem, mama czytała mu przedwojenną książkę Wiedza o Polsce, w której lubił oglądać patriotyczne ilustracje. I właśnie dlatego absolutnie nie do pomyślenia była dla niego współpraca z komunistami. W maju 1982 r., gdy został aresztowany z zamiarem internowania, funkcjonariusze dali mu ostatnią szansę. Podczas przesłuchania została mu przedstawiona propozycja współpracy z bezpieką. W pewnym momencie esbek powiedział tak:

– Panie Michalkiewicz, a może byśmy wspólnie budowali Polskę… – zrobił przerwę – ale socjalistyczną? – Pogroził mu palcem przed nosem, żeby zdał sobie sprawę z konsekwencji odmowy.

– Proszę pana, ja się na budownictwie nie znam, ale wiem, że w Biurze Politycznym PZPR jest Albin Siwak. On jest majstrem budowlanym, to z nim budujcie Polskę socjalistyczną – odpowiedział.

– Taaak? A to jedziemy do Pałacu Mostowskich [Komenda Stołeczna MO].

Tak się ta próba werbunku skończyła.

– To trochę zabrzmiało groźnie, bo nie było wiadomo, po co tam pojedziemy i czym się to skończy, ale okazało się, że z powodu kaca nie miał jeszcze decyzji o internowaniu i skierowaniu mnie na Białołękę – opowiada redaktor.

Poza dyskusjami z bohaterem biografii od połowy czerwca 2020 r. przeprowadziłem osobiście, telefonicznie i internetowo rozmowy z ponad setką osób, w tym z wieloma postaciami znanymi publicznie, a także Polakami z całej niemal Europy, USA, Kanady i Australii, gdzie Stanisław Michalkiewicz miał prelekcje. Przeczytałem niezliczoną liczbę artykułów redaktora i przesłuchałem setki godzin jego nagrań oraz wykładów na YouTube. W bibliotekach przeglądałem archiwalne numery „Zielonego Sztandaru” i „Najwyższego Czasu!”. W IPN udało mi się dotrzeć do wielu dokumentów z czasów jego działalności opozycyjnej w PRL. Zaznajomiłem się także z archiwum Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek prowadzących przedszkole, do którego uczęszczał mały Staś, z archiwum UPR, domowym archiwum Janusza Korwin-Mikkego, ze zdjęciami z rożnych okresów, a nawet z księgami parafialnymi z czasów carskich, gdzie znajduje się informacja o urodzeniu i chrzcie ojca pana Stanisława – Stefana Michalkiewicza. Dotarłem nawet do tajemniczego listu wysłanego przez Światową Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego do Ministerstwa Sprawiedliwości, w sprawie którego redaktor był oskarżany o to, że konfabuluje, bo taki list nie istnieje (opublikowałem go w książce). Niestety, poza synem na rozmowę nie zgodziła się najbliższa rodzina pana Stanisława.

Materiały do książki zbierałem przez cztery miesiące. Biografię zacząłem pisać 15 października, a ostatni rozdział ukończyłem w sylwestra 2020 r. Potem były jeszcze pewne uzupełnienia i poprawki oraz redakcja i korekta tekstu. Mam nadzieję, że praca nad biografią nie poszła na marne, a jej rezultat w postaci tej książki spodoba się wielu Czytelnikom.